Przejdź do treści
AAA
Kontrast

08.04.2020

Bałtyk i topniejące lodowce

Naukowcy z NASA alarmują: topnienie lodu we wschodniej Antarktydzie może zdestabilizować jeden z największych lodowców świata i w efekcie podnieść poziom wszechoceanu o 1,5 m. Wyniki te mogą mieć ogromne znaczenie dla dotychczasowych założeń i planów ochrony wybrzeży na całym świecie – w tym również w Polsce.

Zacznijmy od kilku wyjaśnień. Na Ziemi stała pokrywa lodowa występuje w formie lodowców śródlądowych lub lodu morskiego. W przypadku lodu morskiego określenie stała pokrywa lodowa odnosi się do faktu, że występuje ona np. w Arktyce przez cały rok, ale wielkość obszaru zajętego przez lód ulega zmianom. Specyficznym rodzajem pokrywy jest lądolód – czyli lodowiec kontynentalny oparty na skale oraz charakteryzujący się znaczną wielkością (miąższością). Lodowce śródlądowe, topiąc się, zasilają cieki powierzchniowe oraz cykl obiegu wody w atmosferze. Przyczyniają się w ten sposób do podniesienia poziomu morza. Lód morski, ten pływający, jest hydrostatycznie zrównoważony. Jego topnienie nie wpływa na wzrost stanu wód morskich. Lądolody, ale także lodowce śródlądowe, najczęściej topią się w swojej spodniej warstwie, ponieważ są obmywane od dołu przez ciepłe wody. Powoduje to osłabienie pokrywy lądolodu – dochodzi wówczas do pękania, dzielenia się (odrywania) większych lub mniejszych fragmentów, które – jeśli proces zachodzi w strefie szelfowej – „zjeżdżają” do morza.

„Fragmenty oderwanego lądolodu mogą być naprawdę duże – to niekiedy miliardy metrów sześciennych lodu i skał. Bryła ta, osuwając się może, w zależności od swojej wielkości oraz od głębokości akwenu w strefie szelfowej, albo zanurzyć się w morzu i dryfować, albo osiąść na dnie morskim,” komentuje prof. dr hab. Mirosław Miętus, Kierownik Centrum Monitorowania Klimatu Polski IMGW-PIB. 

Przy wystarczającej głębokości akwenu oderwana masa lądolodu podniesie poziom morza (oceanu) skokowo (jednorazowo) w takim stopniu, w jakim woda zostanie wyparta przez zanurzony lód. Następnie obiekt ten, już jako hydrostatycznie zrównoważony, będzie ulegał stopniowemu topnieniu, które może trwać dziesiątki lat albo dłużej, co nie będzie już miało wpływu na stan wód morskich. Gdy miąższość (wielkość) osuwającego się fragmentu lodowca jest dużo większa niż głębokość morza w strefie szelfowej, to zanurzy się on tylko częściowo. Spowoduje to jednorazowe podniesienie poziomu morza, ale w stopniu mniejszym niż to ma miejsce przy „pełnym” zanurzeniu” i dryfowaniu. Lodowiec oparty o dno morskie będzie topniał, tracąc swoją miąższość – w końcu oderwie się od dna, zanurzy na określoną głębokość i zacznie dryfować. W tym scenariuszu będziemy odnotowywać wzrosty skokowe przeplatane okresami powolnego, ale systematycznego podnoszenia się poziomu mórz. Oba procesy mają wpływ na wszechocean, a zatem także na poziom Morza Bałtyckiego. 

Ustalenia naukowców z NASA są niepokojące. Dotychczas uważano, że wschodnia część Antarktyki jest mniej zagrożona topnieniem. W artykule opublikowanym 23 marca 2020 roku w czasopiśmie Geophysical Research Letters badacze przedstawili wyniki analiz danych satelitarnych z ostatnich 20 lat, dotyczących lodowca Denman, jednego z największych lodowców (20 km długości) wschodniej Antarktydy. Według ich ustaleń zachodni jęzor Denmana cofnął się w latach 1996-2008 o blisko 5 km. Ten proces może się jednak pogłębić. Zachodnia część lodowca Denmana przepływa przez najgłębszy kanion lądowy na Ziemi, schodząc co najmniej 3,5 km poniżej poziomu morza. W tej chwili kanion (znany jako koryto Denmana) jest w większości odcięty od morza, jednak wycofująca się krawędź lodowca spowoduje w końcu wlanie się wód oceanicznych do jego wnętrza. Ten scenariusz, zdaniem naukowców, może uruchomić niekontrolowany proces destrukcji obszaru. Destabilizacja linii uziemienia doprowadzi bowiem do szybkiego zsuwania się lodowca do wody, co może doprowadzić do globalnego wzrostu poziomu morza o prawie 1,5 metra.

„Ten scenariusz należy traktować jako prawdopodobny. Będzie on miał również wpływ na poziom Morza Bałtyckiego. Dlatego niezbędne jest oszacowanie tego ryzyka w kontekście osłony meteorologiczno-hydrologicznej polskiego wybrzeża oraz planów zagrożenia powodziowego od strony morza, a także następstw dla stanu jakościowego i biologicznego Bałtyku,” ostrzega prof. Miętus z IMGW-PIB. 

Profesor Mirosław Miętus. Klimatolog, fizyk, oceanograf, geograf. Profesor, doktor habilitowany. Kierownik Biura Badań nad Klimatem Polski. Dyrektor Instytutu Geografii Uniwersytetu Gdańskiego oraz Kierownik Katedry Meteorologii i Klimatologii Instytutu Geografii Uniwersytetu Gdańskiego.
Źródło: mat. własne IMGW-PIB, https://www.space.com/denman-glacier-retreat-worlds-deepest-canyon.html